Świadectwo nawrócenia Tomka oraz walki z uzależnieniem od pornografii i masturbacji

Tomek - 10 sierpnia 2019 - Świadectwa wiary

Poznaj świadectwo Tomka, nawróconego grzesznika. Zobacz jak trudną drogą szedł walcząc z uzależnieniem od pornografii i masturbacji!

Świadectwo mego życia

Długo zastanawiałem się jak napisać to świadectwo. Czy ma być krótkie czy długie? Czy pisać o całym swoim życiu czy tylko o wybranych fragmentach? Czy pisać o wszystkim co przeżyłem i czego doświadczyłem? Czy pisać o wszystkich swoich problemach, nawet tych najbardziej wstydliwych? Co pomyślą o mnie znajomi, rodzina?

Mój dylemat trwał wiele długich miesięcy. Przez ten czas prosiłem Ojca o pomoc i odpowiedzi na moje pytania: jak prowadzić tego bloga, dla kogo i o czym pisać, czy pomogę komuś w ten sposób, co napisać o sobie, czy poradzę sobie z tym wszystkim?

W tym czasie interesowały mnie także świadectwa innych ludzi: czytałem je i oglądałem. Chciałem wiedzieć co inni są w stanie opowiedzieć o sobie i co z tego wynika. W końcu znalazłem odpowiedzi na swoje pytania. Zrozumiałem, że będąc otwartym i szczerym dotrę do większego grona osób.

Dzięki mojemu świadectwu mam szansę pomóc wielu zagubionym osobom wrócić na dobrą drogę. Może uda mi się pomóc tym, którzy przeżywają podobne do moich tragedie i potrzebują czyjegoś wsparcia aby sobie z nimi poradzić. Taki jest mój cel – pomoc innym.

Historii mej początek

Moja historia zaczyna się dawno temu, kiedy wydarzyło się coś co na zawsze odmieniło moje życie. Kiedy miałem 2 lata przeżyłem śmierć kliniczną i przez kilka minut nie dawałem oznak życia. Powodem tego był nagły wzrost temperatury ciała do ponad 40 stopni. Dzięki Bogu, moja mama miała akurat w domu jakieś silne leki na gorączkę i to uratowało mi życie.

Przeżyłem, ale niestety wygląda na to, że jakaś część mózgu została prawdopodobnie uszkodzona. Kiedy odzyskałem przytomność i doszedłem do siebie okazało się, że nie mogę wypowiedzieć ani jednego słowa. Przestałem mówić choć przed tym zdarzeniem mówiłem już pełnymi zdaniami. Ja sam nic nie pamiętam z tego okresu. Od mojej mamy wiem, że bardzo wcześnie nauczyłem się mówić. Tym bardziej serce jej pękało, kiedy widziała jak z wysiłku robiłem się cały czerwony na twarzy próbując wypowiedzieć choć jedno słowo: mama.

Zaczęły się wizyty u przeróżnych lekarzy, badania, leczenie. W końcu zacząłem coś mówić, jednak bardzo się jąkałem. I znowu kolejni lekarze i kolejne terapie. Trwało to wiele lat i powoli przynosiło pozytywne rezultaty. Nie mniej jednak nigdy nie wróciłem już do pełnej swobody w mowie. Nadal troszkę się zacinam ale nie przeszkadza mi to już w codziennym życiu i nie mam z tym większego problemu. Choć publicznym mówcą to raczej nie będę. 😉

Dom rodzinny

Wychowałem się na wsi, gdzie moi rodzice i dziadkowie prowadzili małe gospodarstwo rolne. Dorastałem wśród pięknej przyrody, okolicznych lasów, łąk i pól ciesząc się towarzystwem wielu różnych zwierząt znajdujących się w naszym gospodarstwie.

Moje dzieciństwo nie było jednak wiejską sielanką, ponieważ żyłem w dysfunkcyjnej rodzinie. Mój tata w czasach mojego dzieciństwa bardzo mocno nadużywał alkoholu, przez co cierpiała cała moja rodzina, a szczególnie moja mama. Dorastałem patrząc często na pijanego ojca wracającego z pracy, słuchając potem jego wyzwisk, krzyków i awantur.

Bardzo bolał mnie brak szacunku z jego strony do mojej mamy oraz brak większego zainteresowania własnymi dziećmi – mną i moją młodszą siostrą. Zdarzały się też lepsze momenty w naszych relacjach i nie będę temu zaprzeczał. Za mało jednak mam pozytywnych wspomnień w stosunku do tych bardziej przykrych i bolesnych.

Dorastanie i czas szkoły

Moje dzieciństwo z powodu wady wymowy nie należało do łatwych i przyjemnych. Szczególnie szkołę podstawową zapamiętałem jako bardzo przykry dla mnie okres życia. Niestety ale dzieciaki w tym wieku potrafią dotkliwie dokuczyć. 🙂

Często byłem wyśmiany, poniżany, ciągle czułem się gorszy od innych. Mimo to walczyłem o siebie tak jak umiałem. Starałem się być silnym i nie poddawać się choć nie zawsze udawało mi się to. Jestem pewien, że bez wsparcia mojej mamy nie dałbym rady przetrwać sam te osiem klas podstawówki. Ona była zawsze przy mnie kiedy tego potrzebowałem i za to jestem jej bardzo wdzięczny. Dziękuję Ci mamo!

Potem przyszedł czas na szkołę średnią – liceum ogólnokształcące, do którego szedłem z pewną obawą i strachem o to jak zostanę przyjęty przez nowych ludzi. I tu muszę przyznać, że zostałem pozytywnie zaskoczony bo wszedłem jakby w całkiem inny świat. Nikt nie śmiał się ze mnie, nikt mi nie dokuczał, wszyscy byli raczej do mnie życzliwie nastawieni. Mogłem w końcu odetchnąć i zacząć cieszyć się nowymi znajomościami.

Nabierałem powoli poczucia wartości, nie czułem się już tak bardzo gorszy od innych, może tylko trochę inny ale zacząłem akceptować siebie takim jakim byłem. To pozwoliło mi też wyciszyć swoje nerwy i pomogło nauczyć się płynniej mówić, ponieważ nie bałem się już tak bardzo oceny ludzi.

Nie obyło się oczywiście bez kilku trudnych dla mnie momentów, takich jak np. recytowanie wierszy na polskim. Zawsze zastanawiałem się czy uczyć się wiersza na pamięć, czy go sobie odpuścić w zamian za jedynkę w dzienniku. Jednak jakoś w końcu decydowałem się przezwyciężać swój strach i produkowałem się potem przy całej klasie. 🙂

Podsumowując, liceum wspominam bardzo dobrze. Mimo kilku przykrych i krępujących chwil, był to dla mnie bardzo dobry czas. Te cztery lata nauki pozwoliły mi dorosnąć, nauczyć się żyć akceptując siebie i swoje wady oraz cieszyć się ze swoich zalet, które zacząłem dostrzegać.

Start w dorosłość

Po ukończeniu liceum i zdaniu matury, zacząłem studia dzienne na Politechnice Wrocławskiej. Niestety już po pierwszym semestrze musiałem je przerwać. Pogorszyła się sytuacja materialna mojej rodziny i rodziców nie było już dłużej stać na moje utrzymanie we Wrocławiu. Wróciłem do rodzinnego domu na wsi. Nie wiedząc trochę co dalej ze sobą robić, pomyślałem sobie, że pójdę odbyć służbę wojskową. Państwo już się o mnie upominało a ja nie chciałem chodzić do byle jakiej szkoły tylko po to, aby wymigać się od wojska. 🙂

Jeśli zastanawiasz się, dlaczego ze swoją wadą wymowy szedłem do wojska to już Ci wyjaśniam. Kiedy skończyłem 18 lat to dostałem wezwanie na komisję wojskową w celu przebadania oraz przydzielenia kategorii wojskowej. Komisja bada czy ktoś nadaje się do służby wojskowej, czy nie, albo z jakimi ograniczeniami. Ja oczywiście nie chciałem pokazywać swojej wady wymowy i jak zwykle starałem się wypaść jak najlepiej. Jakimś cudem tak się stało, że żaden z kilku lekarzy nie zauważył mojej wady i dostałem kategorię A – w pełni zdrów i zdolny do służby. 😀

Także zdecydowałem się przeżyć roczną przygodę i szkołę życia jaką jest niewątpliwie wojsko. Dostałem przydział do Wojsk Nadwiślańskich współpracujących z Biurem Ochrony Rządu przy ochronie obiektów rządowych. Po przysiędze służbę odbywałem w Warszawie.

To był bardzo ciężki ale i wspaniały czas oraz przede wszystkim wielka lekcja życia. Oczywiście moja wada wymowy szybko wyszła na jaw. Przełożeni byli na początku trochę zdziwieni jednak nie zamierzali traktować mnie ulgowo. Co niektórzy nawet postanowili wyróżnić mnie spośród reszty i dawali mi jeszcze większy wycisk niż innym. 🙂

Na szczęście miałem dobrą kondycję fizyczną a psychika wzmacniała się każdego dnia – nie dałem się złamać. Po ukończeniu szkolenia i złożeniu przysięgi żołnierskiej, ci sami przełożeni podają rękę i gratulują. Warto było znieść wszystko dla tej krótkiej chwili, kiedy w oczach swego dowódcy widzisz uznanie, szacunek i czujesz, że jesteś twardzielem. 🙂

Wiele o wojsku mógłbym opowiedzieć ale podsumuję to tak: bardzo żałuję, że już od dawna nie ma obowiązkowej służby wojskowej bo to jest najlepsza szkoła życia dla każdego faceta. Wojsko robiło z wystraszonych chłopaczków mężczyzn oraz uczyło szacunku i miłości do ojczyzny. Każdy facet powinien to przeżyć.

Mój pierwszy poważny związek

Pod koniec służby wojskowej poznałem dziewczynę, w której zakochałem się z wzajemnością. Był to nasz pierwszy poważny związek w życiu. Z utęsknieniem czekaliśmy na każde nasze spotkanie. Na początku było jak w bajce, tak byliśmy w siebie wpatrzeni. Mieliśmy swoje marzenia i plany. Nie było nam jednak łatwo realizować swoich marzeń, nie mieliśmy na to pieniędzy. To były czasy gdzie trudno było o dobrą pracę, tym bardziej na wsi. Ratowały nas wyjazdy do pracy sezonowej za granicę, dzięki którym mieliśmy trochę gotówki na resztę roku.

Po kilku latach udało mi się znaleźć dobrą pracę jako programista stron internetowych. W końcu mogliśmy wynająć sobie małe mieszkanie i zamieszkać razem. Wydawało się, że teraz wszystko będzie się nam pomyślnie układać ale wcale tak nie było. To był bardzo długi związek i z biegiem lat wszystko zaczęło się powoli psuć. Zaczęły się pojawiać pretensje, kłótnie i ciche dni. Miłość powoli wypalała się i tworzył się między nami coraz większy dystans. W końcu zaczęło nas trzymać przy sobie tylko przyzwyczajenie. Trzeba było się rozstać – po 12 latach.

Tyle lat trwałem w nieformalnym związku, z którego nic nie wyszło. Ona nigdy jakoś nie naciskała na ślub. Ja przez te nasze ciągłe wzloty i upadki, nigdy nie miałem tej pewności, że chcę się jej oświadczyć i spędzić z nią resztę życia. I tak mijały nam lata.

Czy żałuję tych lat? Sam nie wiem. Z jednej strony jestem jej wdzięczny za wszystkie wspaniałe chwile, które razem przeżyliśmy. Z drugiej strony wiem, że straciliśmy oboje wiele lat młodości trwając w związku bez przyszłości. Teraz widzę, że nie pasowaliśmy do siebie i sporo nas różniło. Mieliśmy inne potrzeby i oczekiwania wobec siebie. Ten związek nie mógł się udać. Pozostały po nim wspomnienia i wyciągnięte na przyszłość wnioski.

Najbardziej żal mi jest tego, że nie mieliśmy szansy szczerze porozmawiać po naszym rozstaniu. Już od dawna nie wiem co się z nią dzieje. Pewnego dnia zerwała ze mną kontakt. Nie starałem się tego zmienić bo może tak było jej łatwiej zapomnieć o mnie. Chciałbym jednak jeszcze móc z nią porozmawiać choć przez chwilę. Chciałbym ją przeprosić za wszystkie przykrości jakie ją spotkały z mojego powodu i za to, że nie potrafiłem sprostać jej oczekiwaniom.

Może dostanę jeszcze tę szansę i będę mógł to zrobić kiedyś osobiście. Jeśli nie, to może Ty kiedyś przeczytasz te słowa. Dziękuję Ci za wszystkie radosne chwile, które razem przeżyliśmy, i które na zawsze pozostaną w mojej pamięci. Przepraszam Cię za to jakim byłem nieudacznikiem. Przepraszam Cię za wszystkie moje niespełnione obietnice i za Twoje oczekiwania, którym nie umiałem sprostać. Wybacz mi proszę. 😥

Mój drugi związek

Po rozstaniu z moją pierwszą kobietą, tak się akurat złożyło, że przez internet szybko poznałem nową dziewczynę, z którą potem związałem się na dłużej. To bardzo dobra osoba posiadająca wiele cech, które bardzo w niej cenię. Cieszyłem się z tej znajomości i wierzyłem, że w końcu znalazłem kogoś na całe życie.

Początek naszego związku był wspaniały i pełen radosnych chwil. Cieszyliśmy się sobą spędzając razem weekendy i inne dni wolne od pracy. W końcu, aby być bliżej niej przeprowadziłem się do jej rodzinnego miasta. Zaczęliśmy widywać się częściej, aż w końcu zamieszkała ze mną na jakiś czas.

Myślę, że nasz związek był bardzo spokojny. Nie kłóciliśmy się a na wiele spraw mieliśmy wspólne poglądy. Wydawało się, że jesteśmy zgodną parą i pasujemy do siebie. Jednak i ta relacja nie przetrwała próby czasu. W kilku kluczowych sprawach nie mogliśmy się porozumieć, nie umieliśmy pogodzić naszych planów i rodzinnych zobowiązań. Musieliśmy rozstać się po 3 latach znajomości.

Nadal mamy ze sobą kontakt i od czasu do czasu porozmawiamy i wypijemy razem kawę. Cieszę się, że mogliśmy rozstać się w przyjaźni i bardzo cenię sobie znajomość z nią.

Dziękuję Ci za wszystkie chwile jakie mogłem z Tobą spędzić, za to że dałaś mi szansę choć nie udało mi się jej wykorzystać. Dziękuję Ci, że nadal możemy być przyjaciółmi. Przepraszam Cię też za wszystkie przykrości, które spotkały Cię z mojego powodu. Wierzę, że nie masz mi za złe tego, że musiałem odejść. Jestem pewien, że znajdziesz swoje szczęście, na które bez wątpienia zasługujesz. 🙂

Problemy w relacjach z kobietami

Jak widzisz, w moim życiu wszedłem w dwa poważne związki z kobietami. Niestety nie przetrwały one próby czasu. Dużo o nich myślałem, próbując odgadnąć przyczyny moich niepowodzeń. Zwykle jest tak, że próbujemy szukać winy w drugiej osobie a siebie staramy się usprawiedliwiać. Na początku i ja tak trochę robiłem, przyznaję, bo tak chyba łatwiej znosi się porażki. Jednak takie myślenie do niczego dobrego nie prowadzi. Zawsze w jakiejś części wina leży po obu stronach.

Najważniejsze jest to, aby przestać winić drugą osobę oraz przebaczyć jej potknięcia i zaniedbania. Kiedy oczyścisz już swój umysł z negatywnych emocji, wtedy dopiero zaczniesz jasno dostrzegać popełnione przez siebie błędy. Tak też zrobiłem i ja, pogodziłem się z przeszłością, przebaczyłem, za nic nikogo nie winię. Tylko w sobie szukam słabości, staram się je zrozumieć i zapanować nad nimi, aby ustrzec się powtarzania na nowo tych samych błędów.

Analizując całe swoje życie doszedłem do wniosku, że są dwa powody moich niepowodzeń z kobietami. Pierwszy i najbardziej oczywisty powód to brak odpowiedniego męskiego wzorca w dzieciństwie. Mój tata nie był dla mnie wzorem do naśladowania co bardzo odbiło się na mojej psychice i rozwoju emocjonalnym. Jest jednak jeszcze drugi powód i myślę, że on równie mocno i negatywnie wpłynął na moje relacje damsko-męskie. Są to problemy z seksualnością.

Sprawa bardzo wstydliwa i krępująca, do której ciężko jest mi się przyznać. Jednak tak mocno destrukcyjna, że nie mogę jej pominąć i muszę Ci o tym opowiedzieć – ku Twojej przestrodze!

Problemy z seksualnością

Seksualność to część naszego człowieczeństwa, którą podarował nam nasz kochany Ojciec abyśmy z niej prawidłowo korzystali, czerpiąc z niej radość i utrwalając naszą miłość do ukochanej osoby. Jest to bardzo wrażliwa i delikatna sfera życia, która źle wykorzystana może obrócić się przeciwko nam samym. Tak było też i ze mną, kiedy nie znając jej praw, oddałem jej kontrolę nad sobą.

Wróćmy do czasów mojego dzieciństwa i do okresu dojrzewania. Dojrzewanie to czas, w którym dziecko wchodzi w świat ludzi dorosłych i poznaje bliżej swoje ciało. Jest to czas, kiedy ogromny wpływ na nasz rozwój ma nasze najbliższe otoczenie: rodzina, znajomi, szkoła i media. To czas bardzo ekscytujący ale też bardzo niebezpieczny, ponieważ decyduje o naszej przyszłości.

Moje dojrzewanie płciowe zaczęło się, o ile dobrze pamiętam, w wieku około 12 lat. Wtedy właśnie zacząłem mocniej interesować się własnym ciałem i odkryłem czym jest masturbacja. Niestety, spodobało mi się to i dopuszczałem się jej coraz częściej. Wtedy ta chwilowa przyjemność była dla mnie sposobem na rozładowanie stresu, którego nie brakowało mi w tym czasie. Moja wyobraźnia zabierała mnie tam, gdzie zapominałem o wszystkich przykrych momentach mojego dzieciństwa.

Kiedy poszedłem do liceum, przyszedł czas na kupno mojego pierwszego komputera. Komputery pasjonowały mnie od zawsze więc bardzo chciałem mieć swój własny. Niestety, nie korzystałem z niego tylko w celach edukacyjnych. Posłużył mi on również do wejścia w głębsze bagno jakim jest pornografia. Z kolegami wymienialiśmy się zdjęciami i filmikami pornograficznymi, które jeszcze bardziej wzmagały moje uzależnienie od masturbacji. 🙁

Tak, byłem uzależniony od masturbacji i pornografii i jest mi wstyd z tego powodu. Trwało to długie lata i bez wątpienia zrujnowało mi życie. Nie było mi łatwo z tego wyjść ale z Bożą pomocą udało się, o czym opowiem Ci dalej.

Konsekwencje grzechów przeciwko czystości

Podczas okresu dorastania, masturbacja wydawała mi się czymś normalnym i naturalnym. Wśród kolegów może nie był to temat do chwalenia się nim, ale pojawiał się w luźnych rozmowach czy żartach. Można było wyczuć, że nie tylko ja dopuszczam się tego czynu. Dlatego nie wstydziłem się tego i nie widziałem w tym problemu – do czasu aż dorosłem.

W młodzieńczych latach masturbacja była moją odskocznią od problemów, lecz potem to ona sama stała się ich źródłem. Powoli zacząłem zdawać sobie sprawę z tego, że wpadłem w poważne uzależnienie a to co robię nie jest niewinną zabawą i ma swoje konsekwencje. Jestem pewien, że było ich mnóstwo. Postaram się opowiedzieć Ci o tych najważniejszych.

Po pierwsze, po chwilowej przyjemności, rodziły się we mnie negatywne uczucia wobec samego siebie: wstyd, zgorszenie, pogarda, poczucie winy. Zacząłem czuć się bardzo źle w swojej własnej skórze i czułem odrazę do samego siebie.

Po drugie, zaczęło zmieniać się moje postrzeganie kobiet. Zacząłem patrzeć na nie bardziej przedmiotowo, jak na narzędzie służące do zaspokajania swoich potrzeb. Niestety, takie skutki przynosi oglądanie pornografii. W głębi duszy nigdy taki nie byłem i zawsze chciałem traktować kobiety z szacunkiem. Pornografia zmieniała moją moralność i mój sposób myślenia.

Po trzecie, wszystko to negatywnie odbijało się na moich relacjach z kobietami. W dużym stopniu moje błędy były powodem moich problemów w związkach. Teraz wiem, że z takim uzależnieniem nie dało się zbudować trwałej i szczerej relacji opartej na prawdziwej miłości. Zawsze o takiej miłości marzyłem, szkoda tylko, że tak późno zrozumiałem dlaczego jeszcze jej nie mam. 🙁

Ostatnim, ale najważniejszym skutkiem mojego uzależnienia od masturbacji i pornografii było moje odejście od wiary i od Kościoła!

Moje odejście od wiary

Wychowałem się w rodzinie katolickiej i wiara w Boga nie była mi obca. Jako dziecko chętnie modliłem się i chodziłem do kościoła. Jednak z czasem wszystko zaczęło się zmieniać.

Kiedy zdałem sobie sprawę, że masturbacja jest grzechem, moja wiara zaczęła słabnąć. Spowiedź stała się dla mnie dużym problemem, ponieważ nie miałem odwagi przyznawać się do grzechów przeciwko czystości. Wtedy uważałem też, że nie robię niczego złego i nie mogłem pojąć dlaczego Kościół zabrania mi tego. To wszystko doprowadziło do tego, że w końcu przestałem chodzić do spowiedzi a do kościoła chodziłem tylko w największe święta.

Stałem się człowiekiem wierzącym ale niepraktykującym. Wiary w Boga nigdy się nie wyrzekłem lecz dopasowałem sobie jej zasady do mojej sytuacji. Przestałem słuchać tego co mówi Kościół, ponieważ z jego nakazami i zakazami stał się on dla mnie niewygodny.

Wmówiłem sobie, że do zbawienia wystarczy być dobrym człowiekiem, żyć tak aby nie krzywdzić innych ludzi, a Kościół i sakramenty do niczego nie są mi potrzebne.

Kryzys samotności i moment przełomowy

Wiele lat żyłem ze swoim uzależnieniem sam, wstydząc się go nie zwierzałem się z niego nikomu. Próbowałem poradzić sobie z tym sam, ale nie udawało się. Po krótkich przerwach wracałem do nałogu. Mimo, że wiele lat byłem w związkach to nie miałem odwagi przyznać się żadnej z moich kobiet do swoich problemów i poprosić o pomoc. 🙁

Przez cały ten czas rosło we mnie poczucie osamotnienia. Brakowało mi prawdziwej miłości, takiej która rozumie, wybacza i pomaga podnieść się po upadku. Nie czułem się nigdy na tyle kochany, że bez większego skrępowania mógłbym wyznać swoje grzechy ukochanej osobie mając pewność, że nie odrzuci mnie lecz wyciągnie do mnie pomocną dłoń.

Ciągle czułem, że czegoś mi w życiu brakuje, czegoś niematerialnego. Brakowało mi poczucia bycia kochanym takim jakim jestem, ze swoimi wadami i słabościami. Brakowało mi celu w życiu, czegoś co nada mu wartość. Brakowało mi stabilizacji, kochającej żony i dzieci, swojej własnej rodziny, dla której poświęcałbym swoją pracę i swój czas wolny. Potrzebowałem zmian, dużych zmian.

Ale co ja mogłem zrobić? Byłem załamany swoim życiem i swoimi problemami. Nie wiedziałem jak mam dalej żyć i gdzie mam szukać pomocy. Wtedy przypomniałem sobie o Bogu!

Moja droga do Boga i czas nawrócenia

Przypomniałem sobie, że Bóg kocha każdego człowieka tak samo mocno, bez względu na jego całe życie. Zdałem sobie sprawę, że nikt nie da mi takiej bezwarunkowej miłości jak nasz Ojciec. Zatęskniłem za Bożą miłością i właśnie w niej zacząłem widzieć pocieszenie i ratunek dla siebie. Nie wróciłem jednak od razu do wiary katolickiej, to by było za proste. 🙂

Poszedłem do kościoła na Mszę Świętą, chciałem być bliżej Boga i poczuć jego bliskość. Byłem wtedy bardzo wzruszony, modliłem się ze ściśniętym gardłem i łzami w oczach. Na kilku kolejnych Mszach było podobnie, zawsze towarzyszyły im pozytywne emocje. Cieszyłem się z bliskości Boga, ale było mi też ogromnie przykro bo nie mogłem przyjąć Komunii Świętej. Bardzo jej pragnąłem, ale przecież od lat nie byłem u spowiedzi.

Spowiedź przerażała mnie i była ponad moje siły. Nie miałem odwagi przyznać się do wszystkich swoich grzechów. W końcu pomyślałem, że skoro nie mogę przyjąć Komunii Świętej to wiara katolicka nie jest dla mnie. Pomyślałem, że musi być łatwiejszy sposób, aby żyć w zgodzie z Bogiem. Wtedy zacząłem modlić się do Boga swoimi własnymi słowami, rozmawiać z nim jak syn z ojcem oraz prosić go o pomoc i wskazówki na dalsze moje życie.

Prosiłem go również o poznanie prawdy o życiu po śmierci. Wiedziałem, że są różne odłamy wiary chrześcijańskiej i nie miałem pojęcia, który jest prawdziwy. Wierzyłem w niebo, ale odrzucałem wiarę w piekło i czyściec – pewnie ze strachu, że kiedyś tam trafię za wszystkie swoje grzechy. Przeglądałem cały internet czytając artykuły i oglądając różnego rodzaju filmy.

Poznawałem różne teorie, które jednak nie składały mi się w jedną logiczną całość – do momentu aż trafiłem na pewną stronę, której nazwy lepiej nie wymieniać. Bardzo wiarygodnie wytłumaczono na niej dlaczego piekło i czyściec to tylko wymysł Kościoła katolickiego. Niestety dałem się zmanipulować i uwierzyłem w te kłamstwa!

O jaka radość mnie wtedy ogarnęła! Znalazłem to czego oczekiwałem i co idealnie pasowało do moich potrzeb – i to jak ładnie wyjaśnione! Okazało się, że:

  • Kościół to instytucja wymyślona do kontrolowania ludzi, więc nie trzeba a nawet nie wolno tam chodzić bo to zakamuflowane zło! Taaa… 🙂
  • Spowiedź to wymysł Kościoła ułatwiająca uwaga… kontrolowanie ludzi, więc to też jest be! Wystarczy więc wyznać swoje grzechy przed Bogiem w osobistej modlitwie i jest wszystko cacy, Tatuś wybaczy i można dalej żyć swoim życiem. Jaka ulga! 😀
  • Piekło oczywiście nie istnieje no bo jak to możliwe, że nasz kochany Ojciec mógłby stworzyć piekło do tego, aby skazywać nieposłuszne mu dzieci na wieczne męki! No nie mógłby tego zrobić i nie zrobił. 🙂 Dopiero potem dowiedziałem się, że to szatan stworzył piekło jako swój dom. To nie Bóg skazuje nas na nie lecz my odrzucając jego miłość skazujemy się na nie sami.
  • Czyściec to też wymysł Kościoła, służący do wyciągania pieniędzy od wiernych na msze za zmarłych! No i po co ten czyściec skoro piekła nie ma a Tatuś wszystko wybacza? 😉
  • Wiara w Maryję i innych świętych to bałwochwalstwo! Cześć należy się tylko samemu Bogu oraz Jezusowi. Hmm… oczywiście to stek bzdur i nie ma nic złego w kulcie świętych.

Widzisz w jakie bzdury uwierzyłem? Tak było, wydawało mi się wtedy, że Bóg spełnił moją prośbę i pokazał mi prawdę o Kościele i życiu po śmierci. Byłem mu za to bardzo wdzięczny i dziękowałem mu, że mnie wysłuchał. Szybko wyznałem w modlitwie przed nim swoje grzechy, przeprosiłem za wszystko i obiecałem poprawę. Czułem się świetnie, prawdziwa euforia! 🙂

Moja euforia trwała niestety tylko kilka dni! Nagle do mojej głowy przyszła taka myśl: zaraz, coś tu jest nie tak, czy ja nie czuję się zbyt dobrze? Przestałem się nagle przejmować swoimi problemami, cieszyłem się tym, że Tatuś mnie kocha bez względu na to jak bardzo grzeszę w życiu. Nie muszę się za bardzo wysilać w życiu i chodzić do Kościoła, do spowiedzi. Hulaj dusza, piekła nie ma! Czy to nie jest zbyt piękne aby było prawdziwe?

Wtedy przypomniałem sobie, że gdzieś na YouTube obejrzałem filmik, w którym ksiądz egzorcysta mówił o tym jak czują się ludzie, którzy są już w rękach szatana. Mówił, że jeśli ktoś prowadzi łatwe i bezproblemowe życie, robi karierę i osiąga same sukcesy, dostaje wszystko czego pragnie, to znaczy, że szatan złapał go już w swoje sidła. Wtedy już mu nie dokucza w życiu, a nawet pomaga tylko po to, aby utrzymać go w swoich rękach.

Zrozumiałem, że wpadłem w pułapkę złego. Zrozumiałem też, że Bóg w swej mądrości pozwolił mi doświadczyć zwiedzenia po to, abym wrócił do Kościoła i do prawdziwej wiary.

Siostro, bracie, jeśli kiedykolwiek trafisz na jakiś film, artykuł, stronę, gdzie ktoś będzie próbował przekonać Cię, że piekła nie ma, że szatan nie istnieje, że Kościół jest zły, że kult Maryi i świętych to grzech – natychmiast zostaw to i nie pozwól zatruwać sobie umysłu, nie daj się zwieźć tak jak ja!

Powrót do Kościoła i wiary katolickiej

Zdałem sobie sprawę, że dałem się oszukać – euforia minęła. Pytałem się znów Boga o to, co mam robić dalej. Pomyślałem w końcu, że może właśnie wiedza egzorcystów pozwoli mi dotrzeć do prawdy. No bo w końcu, kto wie więcej o walce ze złem jak nie sami egzorcyści?

Zacząłem szukać wypowiedzi egzorcystów o doświadczeniach płynących z ich posługi. Czytałem artykuły, oglądałem filmy, słuchałem nagrań z przeprowadzanych egzorcyzmów. Oczy otwierały mi się coraz bardziej. Nie mam pojęcia dlaczego w moich wcześniejszych poszukiwaniach omijałem egzorcystów szerokim łukiem, może taką drogę musiałem przejść.

Wtedy w końcu dotarło do mnie, że wiara katolicka jest najbliższa prawdy o życiu po śmierci. Całą prawdę zna tylko Bóg, a my ludzie nie jesteśmy w stanie wszystkiego poznać i zrozumieć podczas naszego ziemskiego życia. Trzeba uwierzyć i zaufać Kościołowi oraz nie starać się być od niego mądrzejszym.

Wiedziałem już, że muszę wrócić do Kościoła bo tam jest moje miejsce. Tam jest Jezus i Maryja a ja chciałem być blisko nich. Poczułem ulgę choć trudne zadanie stało przede mną – spowiedź, której strasznie się bałem. Musiałem zrobić to, czego unikałem prawie całe życie. Super! 🙂

Spowiedź z całego życia

Nie pobiegłem jednak od razu do konfesjonału. Wiedziałem, że czeka mnie najtrudniejsza spowiedź w życiu – spowiedź generalna z całego życia. Nie miałem już wątpliwości, że chcę żyć jak prawdziwy katolik ale długo walczyłem z przerażeniem i zbierałem w sobie odwagę.

Znalazłem kościół, w którym konfesjonał znajduje się w zacisznym pokoju i nikt obcy nie usłyszy mojej spowiedzi – miejsce w sam raz dla mnie. Zrobiłem sobie szczegółowy rachunek sumienia próbując przypomnieć sobie wszystkie swoje grzechy od kiedy tylko sięgam pamięcią. Zapisałem je wszystkie na kartce wyrwanej z zeszytu i zbierając w sobie odwagę, czekałem na moment, kiedy będę już gotów. 😉

Za jakiś czas znajomy opowiedział mi o Mszy Św. z modlitwą o uzdrowienie i uwolnienie prowadzonej przez o. Józefa Witko – egzorcystę, na którą sam się wybierał. Nigdy wcześniej nie słyszałem o czymś takim i zainteresowało mnie to. Szybko zacząłem sprawdzać w internecie jak wygląda taka modlitwa. Dowiedziałem się czym jest spoczynek w Duchu Świętym. Przeczytałem świadectwa ludzi, których Jezus uzdrowił z chorób i uwolnił od uzależnień na modlitwie prowadzonej przez ojca Witko.

Poczułem, że to jest moja szansa na uwolnienie się od nałogu masturbacji i pornografii. Wiedziałem też, że muszę oczyścić swe serce i duszę zanim będę godzien poprosić Jezusa o pomoc dla siebie. Nadszedł czas pójścia do spowiedzi, teraz albo nigdy.

Zabrałem kartkę ze spisaną listą grzechów, wsiadłem do samochodu i pojechałem na spowiedź do wybranego wcześniej kościoła. Całą drogę modliłem się o odwagę, abym nie zrezygnował w ostatniej chwili. Wszedłem do kościoła i stanąłem w kolejce do spowiedzi – było trochę osób przede mną. Zdenerwowanie rosło z każdą minutą ale wytrzymałem i nie zrezygnowałem.

Nadeszła moja kolej, prawie na uginających się nogach wszedłem do pokoiku gdzie stał konfesjonał. Zamknąłem za sobą drzwi, przywitałem spowiednika i zapytałem czy mogę teraz odbyć spowiedź generalną. Kapłan zgodził się, poprosił tylko, aby zwięźle wymieniać swoje grzechy i nie wchodzić bardzo w szczegóły – jeszcze dużo wiernych czekało w kolejce do spowiedzi. Spojrzałem na swoją kartkę z długą listą grzechów i pomyślałem, że pewnie z 15 minut będę to czytał. Pytam go czy na pewno mogę, bo listę mam długą i nie będzie mi łatwo to czytać. Potwierdził! 🙂

Z wielkim zdenerwowaniem i wstydem, łamiącym się głosem czytałem z kartki swoje grzechy. Nie byłem w stanie powstrzymać emocji. Łzy popłynęły mi po twarzy jak tylko zacząłem wymieniać swoje winy. Kapłan ze spokojem słuchał, nie ponaglał, raz czy dwa dopytał się mnie o jakiś szczegół. Kiedy skończyłem, nie osądzał lecz pocieszał, dodawał otuchy i udzielił kilku rad na przyszłość. Powiedział, że Bóg wybacza mi wszystkie moje grzechy i od teraz zaczynam nowe życie. Zadał mi pokutę, udzielił rozgrzeszenia, a na koniec przypomniał, abym nie zapomniał spalić kartki z listą moich grzechów. Wytarłem twarz, podziękowałem i wyszedłem. Bóg zapłać bracie!

Kiedy wyszedłem z kościoła i emocje opadły, poczułem się jak nowo narodzony. Czułem się szczęśliwy i wolny od ciężaru swoich grzechów. Zaczynałem nowe życie! 🙂

Pomyślałem jeszcze o zadanej mi pokucie. Spowiednik prosił abym pomodlił się za wszystkie osoby, które w jakikolwiek sposób skrzywdziłem w swoim życiu – wspaniała intencja. Nie wyznaczył mi jednak konkretnej modlitwy i powiedział, że może to być różaniec albo wybrana przeze mnie litania. Odmówiłem w domu różaniec, ale chciałem zrobić coś więcej.

Czułem, że jeden różaniec to za mało, że nie jest to wystarczająca pokuta dla mnie. Postanowiłem, że odmówię Nowennę Pompejańską za wszystkie skrzywdzone przeze mnie osoby prosząc Maryję o szczególną opiekę nad nimi. Tak też zrobiłem odmawiając cztery części różańca przez 54 dni. 🙂

Jezus mnie kocha i uzdrawia

W następnym dniu po spowiedzi odbywała się Msza Św. z modlitwą o uzdrowienie, pojechałem na nią tak jak planowałem. Na miejscu byłem ponad pół godziny przed rozpoczęciem. Przyszło już dużo wiernych i wszystkie ławki były zajęte. Stanąłem sobie przy kolumnie z przodu kościoła, aby dobrze widzieć ołtarz. Czekałem. Kościół wypełnił się po brzegi jeszcze zanim zaczęła się Msza Święta.

Eucharystia przebiegała standardowo i niczym szczególnym nie wyróżniała się. Ojciec Witko wygłosił kazanie, wyjaśniał na czym polega uzdrowienie i od czego ono zależy, opowiadał świadectwa ludzi, którzy dzięki swojej wierze zostali uzdrowieni lub uwolnieni od swoich problemów. Przygotowywał wiernych do modlitwy o uzdrowienie i uwolnienie. Słuchałem go bardzo uważnie.

Zakończyła się Msza Św. i nadszedł czas modlitwy. Ojciec Witko modlił się do Pana Jezusa, prosząc go o uzdrowienie i uwolnienie od wszelkiego rodzaju chorób i uzależnień dla wszystkich zebranych wiernych. Wymieniał przy tym najróżniejsze choroby i problemy zdrowotne oraz wszelkiego rodzaju uzależnienia. Oczywiście wspomniał też o moich problemach. Potem zaczął modlić się językami. Następnie wezwał Ducha Świętego, aby jego moc mogła dotknąć wszystkich zebranych.

Ludzie w jednej chwili zaczęli upadać doznając spoczynku w Duchu Świętym. Gdzieś za mną usłyszałem hałas przewracanych krzeseł. Już miałem odwrócić głowę aby spojrzeć w tył kościoła, kiedy w moje ramiona wpadła stojąca przede mną kobieta. Przykucnąłem podtrzymując w rękach jej głowę. Patrzyłem w jej oczy, widać było w nich nieopisaną radość. Po minucie czy dwóch odzyskała władzę nad ciałem, pomogłem jej wstać. 🙂

Potem Ojciec Witko zaczął dziękować Panu Jezusowi za dokonane uzdrowienia. Stanął przy mównicy, oparł na niej ręce, spuścił wzrok i w skupieniu zbierał myśli. Wyglądał tak jakby słuchał głosu Pana. Wymieniał różne problemy, które Jezus rozwiązał i dziękował mu za to. Mówił, że wśród nas jest ktoś, kto cierpiał na taką czy inną chorobę a Jezus właśnie go uzdrowił. Kiedy to mówił podnosił głowę i spoglądał w różne strony kościoła. Potem znowu opuszczał wzrok zastanawiając się nad tym, co ma powiedzieć dalej. Bardzo uważnie go wtedy obserwowałem, czekając na to co jeszcze powie.

W końcu powiedział, że jest wśród nas mężczyzna, który ma problemy z masturbacją i pornografią. Spojrzał gdzieś w dal kościoła i powiedział, że Jezus uzdrowił tego mężczyznę.

Mimo, że nie spojrzał w moją stronę to miałem wtedy absolutną pewność, że Jezus mnie uzdrowił. Pomyślałem sobie, że wśród wszystkich zebranych osób, jest pewnie więcej mężczyzn z tym samym problemem co mój i dlatego Ojciec Witko patrzył w inną stronę. Uśmiechnąłem się i podziękowałem Jezusowi za uzdrowienie. Byłem szczęśliwy bo Jezus wysłuchał mojej modlitwy i uwolnił mnie od mego uzależnienia.

Może to trochę dziwne, ale nie byłem tym jakoś bardzo zaskoczony. Nie umiem tego wytłumaczyć, ale jechałem na tę Mszę z całkowitą pewnością, że Jezus mi pomoże – tak też się stało. Jednak to co kilka minut potem powiedział Ojciec Witko, o mało nie zwaliło mnie z nóg:

Jest wśród nas młody mężczyzna, który bardzo potrzebuje miłości. Jezus chce Ci powiedzieć, że Cię kocha!

Ojciec Witko mówiąc te słowa podniósł swój wzrok i spojrzał mi prosto w oczy!

Nie wiem czy potrafię opisać co wtedy poczułem. Nigdy w życiu nie czułem takich emocji jak wtedy, takiego szczęścia i radości w sercu. Łzy popłynęły mi z oczu i gdyby nie zaciśnięte gardło to pewnie szlochałbym tam jak dziecko. Jezus mówi, że mnie kocha – mnie, grzesznikowi, który całe życie przynosił wstyd Bogu. Nigdy nie zapomnę tej chwili. Pisząc to teraz, półtora roku od tego dnia, nadal wycieram łzy z oczu. Kocham Cię Jezu!

Moja walka trwa dalej

Zostałem uzdrowiony, Jezus mnie wysłuchał, chwała Panu! Tak, to wszystko prawda. Po Mszy Świętej Jezus całkowicie uwolnił mnie od pornografii. Od tamtej pory ani razu nie miałem z nią styczności i już nie ciągnie mnie do niej. Jezus także na długi czas uwolnił mnie od masturbacji. Przez całe trzy miesiące nie zgrzeszyłem w ten sposób ani raz i nawet o tym nie myślałem. A co stało się potem?

Potem upadłem i w chwili słabości wróciłem do masturbacji. Niestety ale nadal z nią walczę. Czy to oznacza, że Jezus mnie wcale od niej nie uwolnił? Absolutnie nie! Długo o tym myślałem, aż w końcu zrozumiałem. Jezus jak najbardziej mnie od niej uwolnił, pokazał mi jakie piękne jest życie bez tego nałogu. To dlaczego problem wrócił?

Wrócił, ponieważ życie to nie sielanka ale ciągła walka o siebie. Zrozumiałem, że Jezus dał mi w ten sposób lekcję. Pomógł mi przekonać się na własnej skórze o tym o czym słyszałem od egzorcystów, że zły duch raz przepędzony, wróci ponownie z posiłkami kiedy nie będziemy już więcej chronieni modlitwą. Dokładnie tak było ze mną. 🙂

Pamiętasz o Nowennie Pompejańskiej, którą postanowiłem odmawiać jako pokutę? Zacząłem więc ją odmawiać tuż po Mszy Św. z Ojcem Witko. Cztery różańce dziennie przez 54 dni – zły pajac nie miał szans dostać się z powrotem do mojej duszy. Ale kiedy skończyłem nowennę, wszystko się zmieniło. Po takim długim modlitewnym wysiłku chciałem trochę odpocząć sobie od modlitwy. W ten właśnie sposób, kiedy przestałem się modlić moja ochrona zniknęła a zły z tego skorzystał.

A jak to wygląda teraz? Jest nieporównywalnie lepiej niż było przed moim nawróceniem. Przyznaję, że czasem jeszcze upadam, ale sporadycznie. Cały czas walczę o siebie i z miesiąca na miesiąc idzie mi coraz lepiej. Nie jest łatwo samotnemu facetowi uwolnić się całkowicie od masturbacji. Zły bardzo dobrze wie jak wykorzystać moją samotność i w jaki mój czuły punkt uderzyć, aby skłonić mnie znów do upadku. Czasem mu się to jeszcze udaje.

Nie poddaję się! Cały czas uczę się jak chronić się przed wpływem złego. Uczę się codziennej modlitwy. Wierzę, że wkrótce będę już całkowicie wolny od masturbacji. 🙂

Zmiany w moim życiu

Moje życie w ostatnim czasie bardzo się zmieniło i zmienia się dalej. Po moim nawróceniu prosiłem Ojca aby to on kierował moim życiem, tak abym nigdy więcej już nie błądził. Chcę jakoś podziękować mu za wszystko co dla mnie zrobił. Tak zrodziła się we mnie potrzeba otwarcia i prowadzenia tego bloga, której nie mogłem się oprzeć. Chcę w ten sposób nieść pomoc zagubionym i potrzebującym wsparcia.

W międzyczasie zrodziła się we mnie również silna potrzeba powrotu do mojego rodzinnego domu na wsi. Od lat mieszkałem w mieście ale nigdy nie czułem się tam dobrze. Z roku na rok tęsknota za wsią była coraz większa. W końcu postanowiłem wrócić i tak też zrobiłem. Na wsi jest moje miejsce. Tu jest mój dom i wierzę, że tutaj kiedyś stworzę szczęśliwą rodzinę.

Pogodziłem się z przeszłością i z tym, że nie miałem wymarzonego dzieciństwa. Wybaczyłem swojemu tacie to, że nie był dla mnie idealnym ojcem. Zrozumiałem, że tak naprawdę to nie jest jego winą, ponieważ on sam też nie miał łatwego dzieciństwa. On nie urodził się złym lecz stał się takim, jakim ukształtowało go jego własne życie i ludzie którzy go otaczali. Dzięki Bogu, dziś jest już innym człowiekiem i chcę dać nam szansę na poprawę naszych relacji.

Zmiany też zachodzą w mojej pracy zawodowej. Ostatnio straciłem dobrze płatną pracę. Od wielu lat pracowałem jako programista dla zagranicznej firmy. W lipcu z powodu problemów finansowych firmy i redukcji kadry, podziękowali mi za współpracę. Przyjąłem to z dziwnym spokojem, właściwie to chyba nawet się ucieszyłem. Od jakiegoś czasu ta praca przestała mi przynosić radość i tkwiłem w niej tylko dla pieniędzy. Pieniążki były mi potrzebne na remont i rozbudowę rodzinnego domu.

Tak się złożyło, że pracę straciłem tuż po zakończeniu nadbudowy domu. Oszczędności wystarczyły mi akurat do opłacenia wszystkich rachunków z tym związanych. Jeszcze dużo pieniążków potrzebuję na wykończenie domu ale wierzę, że Bóg mi w tym pomoże, w odpowiednim czasie. 🙂

Teraz mam w końcu czas na to, aby rozwijać się i robić coś co przynosi mi radość. Boże, jesteś wielki! Zabrałeś mi pracę, ale w zamian dałeś mi coś o wiele cenniejszego. Dziękuję!

Moje pierwsza pielgrzymka do Częstochowy

Nadszedł sierpień, pożegnałem się z pracą, byłem wolny. Zastanawiałem się chwilę co robić dalej i wtedy pomyślałem o pielgrzymce. Myślałem o niej już wcześniej, ale w poprzednich latach ciągle coś nie pozwalało mi w niej uczestniczyć. Pomyślałem, że lepszej okazji nie będzie. Szybka decyzja, szybkie zakupy i pakowanie. Idę w drogę do Matki Bożej wraz z Kielecką Pieszą Pielgrzymką na Jasną Górę!

Idę podziękować Mamie za moje nawrócenie i za wszystko co ostatnio robi dla mnie Tata. Idę podziękować za pomyślne ukończenie nadbudowy domu. Za to, że mogłem opłacić wszystkie tego koszty i nie zostać z długami kiedy straciłem pracę. Idę prosić Mamusię o wskazówki na dalsze moje życie, aby go nie zmarnować. Idę pomodlić się o dobrą i kochającą żonę, z którą będę mógł spędzić resztę życia.

Pielgrzymkę zacząłem 5 sierpnia w Wiślicy, aby wraz z grupą białą wędrować przez kolejne 8 dni i 13 sierpnia dojść do Częstochowy kłaniając się Matce Bożej na Jasnej Górze.

Maszerując poznawałem uroki pielgrzymki, wszystko było dla mnie nowe i nieznane wcześniej. Sam fakt, że na pielgrzymce wszyscy zwracamy się do siebie nie na pan czy pani, ale bracie i siostro, jest czymś wyjątkowym. Ten prosty gest wprowadza tak przyjemną atmosferę, że aż ciężko to opisać. Tu wszyscy jesteśmy jak jedna, kochająca się rodzina, która razem zmierza do swojej Matki, do Maryi. Coś pięknego. 🙂

Jak już wcześniej wspominałem, jedną z moich pielgrzymkowych intencji była prośba o dalsze wskazówki na moje życie. Prosiłem Mamusię, aby podpowiedziała mi co mam dalej robić ze swoim życiem. W głowie od dłuższego czasu tkwił mi pomysł otwarcia tego bloga, ale nie byłem pewien czy rzeczywiście powinienem się tym zająć. Prosiłem Maryję o odpowiedź i dostałem ją. 🙂

Było to szóstego dnia pielgrzymki, podczas wieczornego apelu w kościele w Koniecpolu. Modliliśmy się wtedy o nowe powołania kapłańskie. Ksiądz prowadzący modlitwę, zwrócił się do wszystkich zebranych z prośbą, aby wystąpili na środek mężczyźni, którzy czują powołanie do kapłaństwa lub ewentualnie zastanawiają się nad taką drogą. Ja w tym czasie siedziałem w ławce i myślałem sobie:

Nie, kapłaństwo nie jest na pewno dla mnie, ja się do tego nie nadaję. Ja pragnę założyć rodzinę i żyć w małżeństwie. Prawda Mamusiu? Proszę, daj mi już jakiś znak bo chyba zaraz zwariuję.

Spotkanie dobiegało końca, wszyscy wstali i złapali się za ręce, aby odśpiewać jak zwykle na koniec młodzieżowy Apel Jasnogórski. Zawsze bardzo podobała mi się ta piosenka i kocham ją śpiewać. Tyle razy już ją śpiewałem i zawsze czuję się wtedy wyjątkowo. Jednak tym razem było inaczej.

Druga zwrotka i słowa: „Już dzisiaj zależy, od polskiej młodzieży, następne tysiąc lat…”.

W tym momencie zatkało mnie, łzy napłynęły mi do oczu i nagła myśl przyszła do głowy: to jest moja odpowiedź, to jest to czego szukałem. Zrozumiałem wtedy sens tych słów i powiązałem je z blogiem, nad którym się tyle miesięcy już zastanawiałem. Bo przecież tak wiele zależy od naszej młodzieży!

Zrozumiałem, że chcę i powinienem otworzyć blog skierowany do młodych ludzi. Zrozumiałem, że muszę napisać swoje świadectwo życia i próbować ostrzegać w ten sposób młodych ludzi przed tym bagnem w jakie ja sam wpadłem. Ostrzegać ich przed zagrożeniami tego świata, bo tak łatwo teraz zatracić się w przyjemnościach i całkowicie zapomnieć o Bogu.

Tak, to jest to co chcę robić w życiu. Ostrzegać, informować i dawać przykład, pokazywać lepszą drogę życia. Sam też muszę jeszcze dużo się nauczyć, bo nikt mi tego wcześniej nie pokazał. Muszę nauczyć się jak być dobrym i odpowiedzialnym mężczyzną, a w przyszłości mężem i ojcem, dla którego Bóg jest na pierwszym miejscu. Takim chcę być i do tego chcę zachęcać młodych ludzi.

Bo to właśnie od Was młodych zależy nasza przyszłość, przyszłość Kościoła w Polsce, przyszłość Polski i kolejnych pokoleń.

Ostatni dzień naszej pielgrzymki, 13 sierpień, to najkrótszy i najpiękniejszy dzień wędrówki. Po południu wchodzimy do Częstochowy i na Jasną Górę. Witamy Maryję w białych koszulkach i białych chustach, z białymi kwiatami i białymi balonikami. Składamy jej ukłon padając na ziemię. Doszliśmy, koniec naszej drogi.

Co mogę powiedzieć o mojej pierwszej pieszej pielgrzymce do Częstochowy? Czy wystarczy jak powiem, że to były najlepsze wakacje mojego życia? Na pewno nie, to za mało. Nie da się opisać słowami tych wszystkich emocji jakie przeżywałem podczas tej pielgrzymki.

Pielgrzymka jest wyjątkowym doświadczeniem, unikalnym, nigdzie indziej nie doświadczysz czegoś podobnego. Wszechobecna życzliwość obcych nam ludzi to coś, czego nie widzi się już zwykle w normalnym życiu. Tu każdy pomaga sobie jak tylko może, z wielką ochotą i bez zadawania pytań.

Muszę przyznać, że idąc na pielgrzymkę nie wiedziałem jakich ludzi spotkam. Obawiałem się trochę tego, że będą to sami wzorowi katolicy, od zawsze wierni i bliscy Bogu. Bałem się, że nie odnajdę się wśród nich i ciężko będzie mi przyznać się do tego, że moje życie nie było godne pochwały i długie lata żyłem w grzechu. Jednak moje obawy nie sprawdziły się. 🙂

Przekonałem się, że pielgrzymi to zwykli ludzie, z bagażem pełnym życiowych tragedii i doświadczeń. Często to ludzie skrzywdzeni i zagubieni, którzy podobnie jak ja, idą do Maryi prosić ją o jej wsparcie.

Kościół to wspólnota ludzi grzesznych, którzy świadomi swoich słabości, biorą swój krzyż i próbują iść w stronę światła. I to jest dla mnie chyba najbardziej cenne doświadczenie z tej pielgrzymki. Świadomość, że jako grzesznik nie jestem wcale gorszy od innych i nie muszę już dłużej ukrywać swojej przeszłości. Mogę nawet o niej mówić ku przestrodze innych.

Maryjo, Mamusiu, dziękuję Ci, że wezwałaś mnie na tę pielgrzymkę. Nigdy jej nie zapomnę, ani tego co dzięki niej zyskałem. Ty odmieniasz moje życie i moje serce. Wiem, że czuwasz nade mną i prowadzisz mnie. Dziękuję Ci za wszystko!

Dziękuję Ci Tato za wszystko co robisz

Boże, dziękuję Ci za wszystko co robisz w moim życiu! Dziękuję Ci Ojcze, za to kim byłem i co przeżyłem w swoim życiu. Dziękuję Ci za wszystkie trudne dla mnie chwile, przykrości, upokorzenia i upadki. Wiem, że nie przytrafiły mi się one bez powodu.

Dzięki temu jestem teraz tym, kim jestem. Dzięki temu mogę docenić wszystko co dla mnie robisz w życiu. Dzięki temu mogę docenić Twoją miłość i cieszyć się każdym dniem. Dzięki temu mogę iść za Twoim głosem i spełniać Twoje prośby. Ojcze, prowadź mnie!

Zakończenie

Dziękuję Ci, że udało Ci się przeczytać moje świadectwo do końca bo wiem, że jest strasznie długie. Miało być krótsze, ale pisząc je ciągle przychodziły mi do głowy nowe fakty, o których powinienem napisać. Widać, że takie musiało być, nie krótsze, nie dłuższe. 😉

Zapraszam Cię również do czytania tego bloga. Będę na nim pisał szerzej o problemach, z którymi szczególnie borykają się młodzi ludzi oraz publikował ich świadectwa. Na pewno znajdziesz tu coś wartościowego dla siebie.

Tomek, nawrócony grzesznik! 😉

P.S.: Siostro, bracie, jeśli w Twoim życiu wydarzyło się coś szczególnego, za co chcesz podziękować Bogu – napisz swoje świadectwo. Głośmy razem chwałę Bożą!

Jeśli masz jakieś swoje przemyślenia po przeczytaniu mojego świadectwa, napisz mi je w komentarzu. Będę Ci za to bardzo wdzięczny, dziękuję! 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Serwis korzysta z ciasteczek jak to opisano w Polityce Prywatności.
Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na ich używanie.